Umowa pomiędzy studentem a uczelnią wyższą

Witam serdecznie Bywalców bloga w Nowym Roku, życząc wszelkiej pomyślności i przełomowych sukcesów 🙂

Ostatnio dużo mówi się o planowanych reformach szkolnictwa wyższego. Poszukuje się sposobów, ażeby ukrócić proceder skakania przez studentów uczelni publicznych „z kwiatka na kwiatek” (tzn. z kierunku na kierunek) 🙂 oraz zjawisko wiecznego studiowania (Więcej o tym przeczytasz w niedawnym artykule Jolanty Ojczyk w internetowym wydaniu Rzeczpospolitej pt. „Koniec wiecznych studentów”). Wszelkie widoczne na horyzoncie zmiany obliczone są przede wszystkim na zmniejszenie obciążeń budżetu Państwa związanych z nieograniczonym finansowaniem nieodpłatnych studiów wyższych. Jakby nie patrzeć  – ewolucja zmierza w kierunku odpłatności za niektóre świadczenia uczelni, takie jak powtarzanie roku, egzaminy poprawkowe, itd. Nieuniknionym skutkiem tego jest stopniowe przejście studentów z pozycji podporządkowanych „destynatariuszy” uczelni jako władczej publicznej instytucji na pozycję pełnoprawnych klientów tychże uczelni  – konkurujących pomiędzy sobą swoją ofertą edukacyjną i jakością usług, a wreszcie także ceną.

O zjawisku obserwowanej od dłuższego czasu komercjalizacji szkolnictwa wyższego i jego postępującej masowości nie sposób tutaj się rozpisywać. Wszak są to zjawiska bardziej społeczne aniżeli prawne. Natomiast obok jednego aspektu nie sposób przejść obojętnie, a mianowicie: na ile student jest już dzisiaj klientem i jak wygląda przynależna mu z tego tytułu ochrona praw konsumenta?

Zgodnie z ustawą o szkolnictwie wyższym zarówno uczelnie publiczne jak i niepubliczne nie prowadzą działalności gospodarczej, a przynajmniej nie w głównym nurcie swojej działalności. Z tego punktu widzenia edukację akademicką w znaczeniu ścisłym określić można jako zadanie publiczne czy też swoistą misję społeczną. Nie przeszkadza to jednak jednolicie traktować uczelni publicznych jak i niepublicznych w praktyce działania Prezesa UOKiK i w orzecznictwie SOKiK jak przedsiębiorców. Taką możliwość stwarza m.in. szeroka definicja przedsiębiorcy w ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów, obejmująca również dostawców usług o charakterze użyteczności publicznej.

Na marginesie, w tym świetle dziwić może występujący równolegle rozdźwięk w egzekwowaniu przestrzegania praw konsumenta od gestorów przedszkoli niepublicznych (tych UOKiK i SOKiK traktuje jak typowych przedsiębiorców) oraz jednostek prowadzących przedszkola publiczne (zazwyczaj gminy), gdyż dla tych drugich Prezes UOKiK jak na razie nie widzi miejsca w Rejestrze Klauzul niedozwolonych, nawet w ewidentnych przypadkach stosowania klauzul abuzywnych w umowach z rodzicami. Przypomnijmy, że prowadzenie przedszkoli (publicznych i niepublicznych) również rodzajowo nie jest działalnością gospodarczą, lecz oświatową. Nad przyczynami takiego dualistycznego podejścia UOKiK do tematu umów z przedszkolami zastanawialiśmy się we wrześniu zeszłego roku w ramach bloga, nie dochodząc jednak, nawet w ożywionej dyskusji pod treścią wpisu, do jednoznacznych wniosków. Ośmieliłem się nawet wysłać wtedy do Biura Prasowego UOKiK mail z prośbą o opublikowanie bardziej szczegółowego wyjaśnienia tego stanowiska Prezesa UOKiK, ale po dziś dzień pozostawiono go bez reakcji.

Wracając jednak do uczelni wyższych – trzeba oddać im sprawiedliwość i zaznaczyć, że na tle innych sektorów usług nie są zbyt częstym gościem w Rejestrze Klauzul Niedozwolonych UOKiK. Przeglądając Rejestr łatwiej natknąć się naturalnie na uczelnie niepubliczne, ale swoje poczesne miejsce znalazły w nim także państwowe uniwersytety: warszawska i wrocławska alma mater 🙂 Z ciekawostek: w Rejestrze UOKiK figuruje też Wyższa Szkoła Handlu i Prawa im. Łazarskiego w Warszawie.

I tu dochodzimy do kwestii kluczowej. Praktyka uczelni publicznych jak i niepublicznych w zakresie podpisywania ze studentami umów regulujących prawa i obowiązki stron jest niejednolita. Można przypuszczać, że uczelnie będą bardziej skłonne do podpisywania umów w przypadku pobierania odpłatności za studia. Bardzo interesujący i intensywny przebieg miała w ostatnim czasie debata na ten temat, jaką relacjonuje Gazeta.pl Wrocław w artykule Tomasza Wysockiego „Umowy z uczelniami będą chronić studentów. Jest wzór.” Wszystko zaczęło się od wydania przez Ministerstwo Nauki adresowanych do WSZYSTKICH wszystkich wyższych uczelni wytycznych w zakresie obligatoryjnego podpisywania umów ze studentami.

W cytowanym artykule na Gazeta.pl przytacza się przykłady uczelni, które już zastosowały się do wytycznych Ministerstwa. Ale jednocześnie z niektórych jego fragmentów można się zorientować, że gdzieniegdzie „opór materii” nadal występuje. Weźmy na przykład cytowaną w artykule wypowiedź prof. Ryszarda Cacha, prorektora ds. nauczania Uniwersytetu Wrocławskiego:

„Umowy na pewno nie będą podpisywali studenci ze studiów dziennych, którzy nie powtarzają roku ani nie muszą płacić za dodatkowe egzaminy, czyli nie wchodzą w żadne relacje finansowe z uniwersytetem (…)”

Przyznam, że nie do końca rozumiem… Czyli student studiów dziennych może nawet przez kilka lat nie być  klientem uczelni, ale staje się nim nagle wtedy, kiedy powinie mu się noga i musi poprawiać egzamin lub powtarzać rok? 🙂

I dopiero wtedy (stosując terminologię Pana Profesora: „w razie wejścia z uczelnią w relacje finansowe”) student zostanie poproszony o podpisanie umowy? Obawiam się, że może być musztarda po obiedzie 🙂 Skoro w wyniku immatrykulacji student nieodpłatnego kierunku już wchodzi ze swoim uniwersytetem w potencjalne relacje finansowe – to należy uważać, że już od tego momentu jest powinien być traktowany jak strona umowy, która takie relacje przewiduje.

Odnoszę wrażenie, że władze niektórych uczelni nadal starają się jednak utrzymać w okopach, broniąc stanowiska, że sformalizowanie zasad studiowania, w tym pobierania odpłatności, w umowie można pozostawić do decyzji studenta. To znaczy władze uczelni utrzymują, że stworzenie takiego dokumentu w relacjach uczelnia – student jest swego rodzaju fakultatywnym ozdobnikiem, możliwym do stworzenia na życzenie studenta, ale jednocześnie chciałyby, aby nawet w braku umowy studenta te zasady obowiązywały z mocy statutu, regulaminu studiowania lub innego jednostronnego aktu uczelni, a może nawet z mocy autorytetu uczelni..?

Jest w tym duża doza niekonsekwencji. Uczelnie (zwłaszcza publiczne) powinny już zdjąć maskę i pogodzić się z tym, że student, nawet nieodpłatnego kierunku, ale z opcją odpłatności za niektóre usługi uczelni, powinien być traktowany jako klient, a nie jako interesant. Studia w wyższej uczelni są bardzo istotnym, dotyczącym życiowych interesów pobierającego edukację akademicką i rozłożonym w czasie na kilka lat, świadczeniem uczelni, zasady spełniania którego powinny być z góry i na samym początku uzgodnione pomiędzy stronami, bez możliwości zmiany reguł gry w trakcie gry.  Naturalnym instrumentem  do tego predestynowanym jest pisemna umowa.

Oczywiście w świetle art 384 kodeksu cywilnego umowa o świadczenie uczelni, które jest świadczeniem o charakterze ciągłym, może zostać skutecznie zawarta w wyniku udostępnienia studentowi wzorca umowy (tu np. w postaci regulaminu studiowania) i jego zaakceptowania przez studenta. W każdym wypadku będzie to jakaś postać umowy adhezyjnej. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal pozostajemy na płaszczyźnie umowy cywilnoprawnej z konsumentem, co oznacza że tak wprowadzone postanowienia będą podlegały ocenie z punktu widzenia występowania klauzul niedozwolonych, czyli praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów oraz w ujęciu bardziej ogólnym – że student będzie objęty szczególną ochroną konsumenta, wynikającą z rozmaitych grup przepisów. Dyktuje to uczelniom wysoką staranność przy redagowaniu wzorców umów ze studentami, i to nie tylko przybierających postać wzoru klasycznej umowy, ale także rozmaitych statutów, regulaminów, uchwał, etc.

Reasumując, nie jest wskazane, żeby uczelnie zaczęły wykazywać wobec swoich destynatariuszy przesadny serwilizm w myśl zasady „Klient nasz pan”, lecz wdrożenie zasady „Student nasz klient” wydaje się nieuniknione. 🙂

Śledź odpowiedzi dzięki RSS 2.0
  1. Bardzo ciekawe zagadnienie! Na marginesie tych rozważań można dodać, że niektórzy przedstawiciele uczelni odmawiając podpisania umowy powołują się na fakt, że z momentem przyjęcia na studia między studentem a uczelnią (konkludentnie) zostaje zawarta umowa o odpłatności za usługi edukacyjne. Wywodzą to z braku konieczności zawarcia umowy w formie szczególnej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *