Uwzględnienie reklamacji masz jak w banku, czyli o artykule 59 nowej ustawy o kredycie konsumenckim.

Przez ekran komputera przemykają kolejne paragrafy. Czemu ta czcionka taka mała?! Przecież UOKiK piętnuje nieczytelną czcionkę w umowach z konsumentami! Skandal. To się nadaje na kolejny komentarz na marginesie. Zrobione. Kolejny łyk przestygłej kawy niewiele pomaga, a jeszcze tyle zmian do zredagowania i wprowadzenia. Kevin Lomax na pewno by nad tym nie ślęczał! 😉

Prawnicy obsługujący banki (i – jak to się ładnie mówi – parabanki) w tych dniach żmudnie przedzierają się przez stosy regulacji i wzorów umów, wymagających skonfrontowania z nową ustawą o kredycie konsumenckim z dnia 12 maja 2011r., która wchodzi w życie w dniu 18 grudnia i implementuje Dyrektywę nr 2008/48/EC Parlamentu Europejskiego i Rady z 23 kwietnia 2008r. o kredycie konsumenckim.

To czasochłonne zajęcie, którego monotonia może wprawić w pewne odrętwienie (zwłaszcza jak zapominasz wstać od biurka co 2 godzinki na serię ćwiczeń rozciągających) 😉 Ale to jeszcze nic. Gorsze jest odrętwienie umysłu, bo usypia czujność, a na to w tej robocie nie można sobie pozwolić. Aż tu nagle! Dla takich fajerwerków ustawowych warto było przedzierać się przez całą ustawę aż do jej 59. artykułu! A brzmi on tak:

1. Jeżeli sprzedawca lub usługodawca nie wykonał lub nienależycie wykonał zobowiązanie wobec konsumenta, a żądanie przez konsumenta wykonania tego
zobowiązania nie było skuteczne, konsumentowi przysługuje prawo dochodzenia
swoich roszczeń o wykonanie tego zobowiązania od kredytodawcy.

2. W przypadku, o którym mowa w ust. 1, odpowiedzialność kredytodawcy jest
ograniczona do wysokości udzielonego konsumentowi kredytu.

Bomba! Firma nie założyła Ci zamówionej wanny z hydromasażem, na zakup i montaż której zaciągnąłeś po 18. grudnia kredyt konsumencki. Dzwoń do banku! Panie i panowie bankowcy ochoczo oderwą się od zawalonych papierami biurek, zakasają rękawy w swoich garniturkach i garsonkach, żeby do Ciebie wpaść i z pomocą klucza francuskiego i żabki zamontować w Twojej łazience hydro – cudo! 🙂 Potem staną z Tobą ramię w ramię i razem z dumą obejrzycie kanonadę wodotrysków i biczów wodnych. Zostaniesz bohaterem w swoim domu 😉

Ale ale! Dosyć tych drwin! Przecież to tylko odwzorowanie woli wspólnotowego prawodawcy wyrażonej we wspomnianej Dyrektywie. Tu nie może być mowy o pomyłce. C

Czy aby na pewno..?

Przeczytajmy sobie art. 15 ust. 2 Dyrektywy, mający stanowić pierwowzór dla frapującego nas przepisu ustawowego:

Jeżeli towary lub usługi objęte umową o kredyt wiązany nie zostały dostarczone lub zostały dostarczone jedynie w części, lub nie są zgodne z umową dotyczącą ich dostawy, konsument ma prawo dochodzić swoich uprawnień wobec kredytodawcy, jeżeli dochodzenie praw przysługujących konsumentowi zgodnie z przepisami lub umową dostawy towarów lub świadczenia usług wobec dostawcy nie odniosło skutku. Państwa członkowskie określają zakres i warunki, na jakich można skorzystać z tych środków prawnych.

Ileż to trudu zadał sobie nasz krajowy prawodawca, żeby „określić w ustawie zakres i warunki” subsydiarnej odpowiedzialności banku kredytującego transakcję konsumencką za niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania przez kontrahenta konsumenta?

Cóż.. może nie chodzi nie chodzi o trud legislacyjny, ale o odwagę! Krajowy ustawodawca poszedł na całość! 🙂 Uczynił banki udzielające konsumenckiego kredytu w tzw. wariancie „związanym” subsydiarnie odpowiedzialnymi za wykonanie pierwotnego zobowiązania umownego zamiast sprzedawcy lub usługodawcy!

I to jest, proszę Państwa, rewolucja! Banki będą teraz  remontować domy, organizować konsumentom wczasy na Maderze. Wszystko – co kto chce! Wystarczy, że „skierowane przez konsumenta do sprzedawcy/usługodawcy żądanie wywiązania się ze zobowiązania umownego okazało się bezskuteczne”. Co ma znaczyć sformułowanie, że „żądanie okazało się bezskuteczne”. Czy wystarczy, że Pan Mietek – hydraulik, poproszony o podłączenie wspomnianej wanny z hydromasażem, napisze klientowi SMS-a: „Tera nie mam czasu, Kochanienki. Szukaj se Pan kogoś do tego”? 🙂 Po co wtedy daleko szukać? Przecież jest Bank, który na sfinansowanie tych atrakcji udzielił kredytu wiązanego.

A tak na poważnie. Po przeczytaniu przepisu dyrektywy intuicyjnie czujemy, że idea była zupełnie inna. Nie chodziło wspólnotowemu prawodawcy o przyznanie konsumentowi oręża do domagania się od banku udzielającego kredytu  wykonania lub dostarczenia dokładnie tego, czego nie wykonał lub nie dostarczył usługodawca lub sprzedawca, lecz o wskazanie konsumentowi dodatkowego, subsydiarnego adresata uprawnień  z tytułu niewykonania umowy lub z tytułu niezgodności towaru lub usługi z umową. Można rozsądnie zakładać, że krajowy ustawodawca powinien był zgodnie z art 15 ust. 2 Dyrektywy ograniczyć „pole rażenia” artykułu 59 ustawy, poprzestając w analizowanym przepisie na uprawnieniach o charakterze finansowym lub niweczącym umowę (odszkodowanie w pieniądzu/ obniżenie wynagrodzenia/ odstąpienie), pozostawiając poza zakresem odpowiedzialności banku uprawnienia –  nazwijmy je – restytucyjne, takie jak żądanie naprawy towaru, dostarczenia towaru, dostarczenia towaru wolnego od wad, etc. Należało również jednoznacznie określić, kiedy zachodzi stan bezskuteczności domagania się przez konsumenta wykonania zobowiązania od jego pierwotnego kontrahenta.

Cóż. W UE chcieli dobrze. A w Polsce wyszło jak zwykle…


Śledź odpowiedzi dzięki RSS 2.0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *