Konsumenci! Łączcie się!

Czytam na stronach Rzeczpospolitej, że „Poszkodowani szykują pozwy w internecie” (artykuł Sławomira Wikariaka i Marka Domagalskiego z 29.08.2011r.). Oczywiście mowa o grupach konsumentów, którzy czują się pokrzywdzeni w wyniku transakcji z tym samym przedsiębiorcą i wykorzystują portale społecznościowe (albo portale wprost nastawione na kojarzenie ze sobą niezadowolonych z tego samego powodu konsumentów – to w Polsce nowość) do konsolidowania się w grupy potencjalnie zainteresowane wspólnym dochodzeniem roszczeń przeciwko przedsiębiorcom w postępowaniu grupowym. Zgodnie z regulującą to postępowanie ustawą grupa taka musi liczyć przynajmniej 10 osób.

Ten nowy trend w ogóle mnie nie dziwi. Samotny konsument w sądowym sporze z przedsiębiorcą musi bowiem być albo nabywcą dobra o znacznej wartości (tylko wtedy racjonalna kalkulacja uzasadnia konieczny nakład środków, czasu i uwagi z jego strony) albo – co też się zdarza –  jednostką niepokorną, przedkładającą obronę swoich racji ponad chłodną kalkulację opłacalności toczenia takiego sporu 🙂

Dziwią mnie natomiast – i to bardzo – 2 zawarte w cytowanym artykule wypowiedzi przedstawicieli Palestry. Oto bowiem adwokat Dominik Gałkowski z kancelarii KKG Kubas Kos Gaertner odziera konsumentów ze złudzeń: „dla kancelarii interesujące będą roszczenia zaczynające się od 100 tys. zł – (…) Wynagrodzenie prawnika może sięgać 20 proc. wygranej kwoty.”

Aha. Dobrze wiedzieć, że już już taka skromna kwota honorarium (od 20.000 zł) jest w stanie zachęcić przeciętnego adwokata do zajęcia się sprawą nawet małej 1o-osobowej grupy konsumentów. Pozostali niech w takim razie zapomną o wystąpieniu z pozwem zbiorowym, bo w postępowaniu grupowym obowiązuje przymus adwokacki! Mało tego – przymus ten sięga tak daleko, że powództwa na rzecz grupy konsumentów nie może wytoczyć nawet miejski (powiatowy) rzecznik konsumentów działający bez adwokata! – pod rygorem zwrotu pozwu bez wezwania do usunięcia braków. Tak orzekł Sąd Najwyższy w Uchwale o sygnaturze akt III CZP 28/11.

A więc radźcie sobie same, drobne mróweczki! A jak chcecie grupowo  – to zbierzcie pulę roszczeń 100.000,00 zł i wtedy adwokat się „zainteresuje” 🙂

Druga wypowiedź w tym samym artykule jest równie intrygująca:

To dobrze, że ludzie przez Internet dzielą się problemami – komentuje mec. Katarzyna Urbańska z PKPP Lewiatan. – Mam tylko nadzieję, że nie będzie dochodzić do nadużyć takich jak w USA, gdzie prawnicy wykorzystują tego typu serwisy do nacisków na firmy, aby zawrzeć ugody na olbrzymie kwoty.

Biedne, wielkie firmy 🙂 Zastanawiam się tylko jak z logicznego punktu widzenia dobrowolne zawarcie ugody przedsądowej przez dużego gracza rynkowego, po skonsultowaniu tego ruchu ze sztabem prawników, można nazwać „nadużyciem” konsumentów względem takiego przedsiębiorcy?! Zawarcie takiej ugody z grupą konsumentów oznacza wprost, że przedsiębiorca przewiduje, że nie odeprze roszczeń grupy przed sądem i wybiera ugodowe załatwienie sprawy kosztem niższym od sum, które spodziewa się stracić w ewentualnym postępowaniu sądowym. Jeżeli zaś wielka firma boi się, że na skutek warunków ugody stanie się ofiarą nadużycia grupy konsumentów – nic prostszego! Droga na wokandę stoi otworem 🙂

Dziś naszła mnie refleksja, że coraz częściej hasła ochrony konsumentów wypisuje się na wielkim, łopoczącym sztandarze, pod którym jednak nie wszyscy konsumenci się zmieszczą… 🙁

 


Śledź odpowiedzi dzięki RSS 2.0
  1. Troszkę jednak przesadzasz 🙂 Doświadczenie pokazuje, że również w sprawach, w których ma się rację zawiera się ugody tylko po to, aby uniknąć większych strat na innych polach. Jestem więc sobie jak najbardziej w stanie wyobrazić sytuacje, w której przedsiębiorca pod naciskiem setek konsumentów zawrze niekorzystną dla siebie ugodę – mimo wielkiej szansy powodzenia w sądzie – tylko po to, żeby uspokoić rynek i nie tracić klientów.

    • Witam. Nie mogę się zgodzić z tą opinią. Jeżeli przedsiębiorca – tak jak piszesz – widzi wielką szansę powodzenia w sądzie, a i tak jest już w opresji „wizerunkowej” (ferment robi się dużo wcześniej niż po wniesieniu pozwu, wystarczy powstanie w internecie grupy pod hasłem „pozywamy!”) – to powinien dać się pozwać. Przewidywany sukces przed sądem na pewno zdyskontuje PR-owsko. Dziękuję za odwiedziny!

  2. Witam
    Muszę się podzielić gorzką prawdą związaną prawem konsumenta- prawdą, którą coraz boleśniej doświadczam. Od ponad tygodnia próbuję otrzymać jakąkolwiek pomoc ze strony rzecznika praw konsumenta, UOKiK’u, KNF’u. Instytucje te przerzucają się odpoiedzialnością odsyłają do siebie, nik nic konkretnego nie jest mi wstanie poradzić. W konsekfencji doszłam do wniosku, że muszę sobie radzić sama i jako „jednostka niepokorna” (bo nie podpisuje wszystkiego co bank mi pod nos podłoży), przedrzeć się przez goszcz przepisów prawnych, by podjąć nierówną walkę…

    • Pozostaje mi życzyć powodzenia i wytrwałości w nierównej walce. Nie znam szczegółów, ale zawsze pozostaje do rozważenia droga sądowa i niekoniecznie należy się jej bać. Dziękuję za odwiedzenie bloga 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *