Instrument opcjonalny: 28. reżim prawny dla konsumenckiej sprzedaży w internecie

Sądząc po przebiegu wczorajszej PO-PISowej bitwy na oszczerstwa i  ciężkiego kalibru oskarżenia o gwałcenie swobód obywatelskich, jaką urządzili sobie polscy politycy w Parlamencie Europejskim z okazji objęcia przez Polskę przewodnictwa w UE, polska prezydencja pod względem PR-owskim nie została dopięta na ostatni guzik 🙂  No cóż, może w takim razie mniej istotne jest jak zaczęliśmy, a bardziej istotne – jak zakończymy? Na przykład efektownym naciśnięciem „Niebieskiego Guzika” z angielska zwanego „Blue Button”. Co to takiego?

Jest to jeden z priorytetów polskiej prezydencji, mający stanowić wyjście z obecnej patowej sytuacji, w której – według szacunków Komisji Europejskiej – w przypadku 61 % elektronicznych ofert transgranicznych konsumenci nie mogli złożyć zamówienia i zawrzeć umowy ze względu na odmowę ze strony zagranicznego przedsiębiorcy. Jest to efektem obaw tych przedsiębiorców przed automatycznym „dojściem do głosu” przez nieznane im  przepisy prawa materialnego obowiązujące w państwie konsumenta lub o nieskuteczność próby narzucenia konsumentowi „wyboru” prawa państwa przedsiębiorcy (zob. np. art. 6 Rozporządzenia „Rzym I”), a także przed toczeniem ewentualnych sporów sądowych z konsumentem w państwie jego pobytu. Wskazuje się, że etykietką „persona non grata” pokrzywdzeni są najczęściej konsumenci z państw „nowej Unii”, z racji pokutującego stereotypu o egzotyce obowiązujących w tych państwach systemów prawnych. Oczywiście jest to przesąd i przejaw lęku przed nieznanym, gdyż np. w naszym systemie krajowym implementowano już jakiś czas temu unijną dyrektywę 97/7/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 20 maja 1997 r. w sprawie ochrony konsumentów w przypadku umów zawieranych na odległość (…).

Od harmonizacji daleko jednak do unifikacji prawa umów, w tym umów konsumenckich. Kwestia zbliżenia lub ujednolicenia prawa umów, czy też szerzej – prawa cywilnego, w ramach UE budzi od dawna znaczne kontrowersje, a skrajne koncepcje na ten temat wahają się od najdalej idącego (i będącego od kilku lat w odwrocie) postulatu wprowadzenia wspólnego Europejskiego Kodeksu cywilnego do umiarkowanego postulatu poprzestania na sformułowaniu zaleceń dla państw członkowskich w zakresie wspólnych kierunków zmian w ustawodawstwach krajowych. Zagadnienie to było również przedmiotem prac działającej pod auspicjami Komisji Europejskiej Grupy „ACQUIS” (Reaserch Group on EC Private Law), której członkiem z ramienia Polski jest prof. Jerzy Pisuliński.

Na chwilę obecną zakłócenia funkcjonowania wspólnego rynku na płaszczyźnie handlu elektronicznego w związku z „uprzedzeniami” do konsumentów zagranicznych są problemem na tyle palącym, że nie może on czekać na wykrystalizowanie się ostatecznej koncepcji co do przyjęcia wspólnego prawa umów w ramach UE. Z tego powodu coraz większe poparcie zyskuje koncepcja oddania do dyspozycji stron transgranicznych transakcji via internet instrumentu/ narzędzia opcjonalnego, mającego stanowić zbiór uniwersalnych zasad prawnych, jednakowych we wszystkich Państwach członkowskich, które strony sprzedaży internetowej mogłyby wybrać jako prawo materialne właściwe dla zawieranej umowy, eliminując wątpliwości co do właściwości danego prawa krajowego. Miałoby się to odbywać poprzez prostą procedurę roboczo nazwaną „Blue Button” („Niebieski guzik”), sprowadzającą się – oczywiście w uproszczeniu- do kliknięcia danej opcji przez konsumenta na stronie internetowej przedsiębiorcy. Zatem wybór tego zbioru zasad prawnych wymagałby aktywnego zachowania obu stron umowy, na zasadzie „opt in”.

Właśnie tę koncepcję Polska ma zamiar promować w trakcie swojej 6 – miesięcznej prezydencji jako jeden ze swoich priorytetów, przy czym ten horyzont czasowy daje szansę co najwyżej na jej dopracowanie, lecz – realnie oceniając – na pewno nie na jej wdrożenie.

Nie krytykuję tej koncepcji, ale traktuję ją jako zaledwie krok w przód na długiej drodze do europejskiego handlu elektronicznego bez granic. Tego rodzaju zbiór uniwersalnych zasad prawnych, mających funkcjonować jako opcjonalny „28. reżim prawny” dla transakcji konsumenckich w internecie, może nasuwać skojarzenia z funkcjonowaniem w praktyce przepisów Konswencji Narodów Zjednoczonych o umowach międzynarodowej sprzedaży towarów  z 1980r. (tzw. „Konwencji wiedeńskiej”). Te przepisy również w założeniu mają spełniać funkcję regulacji uniwersalnej, z tym że w obrocie obustronnie profesjonalnym. Inną ważną różnicą jest konieczność wyraźnego wyłączenia jej obowiązywania przez strony, które nie są zainteresowane poddaniem jej swojego kontraktu („opt out”). W praktyce działa to w ten sposób, że mocniejszy rynkowo i negocjacyjnie kontrahent zazwyczaj z sukcesem forsuje wyłączenie obowiązywania Konwencji oraz narzuca słabszej stronie wybór swojego prawa krajowego i jurysdykcję sądów swojego państwa. Być może z powyższych powodów zastosowanie Konwencji – przynajmniej w stosunkach z udziałem polskich kontrahentów – nie jest zbyt szerokie, a zakorzenienie jej postanowień w świadomości prawnej przedsiębiorców dość słabe.

Jakie wskazówki płyną stąd dla twórców i propagatorów instrumentu opcjonalnego dla sprzedaży konsumenckiej w internecie? Po pierwsze – po nadaniu mu ostatecznego kształtu – powszechna, metodyczna i konsekwentna edukacja co do jego treści i przydatności. Po drugie – świadomość, iż jest to dopiero półśrodek, gdyż jeszcze poważniejszą barierę psychologiczną dla przedsiębiorców w dokonywaniu sprzedaży internetowej za granicę, a przy tym barierę niemalże nieusuwalną, stanowią  ochronne względem konsumenta rozwiązania prawne, skutkujące w przeważającej liczbie przypadków właściwością sądów krajowych w państwie konsumenta.

Właściwie nie ma się co dziwić, że sprzedawcy internetowi z państw „starej Unii” boją się polskich sądów jak diabeł święconej wody, a z pewnością bardziej niż niż polskiej ustawy. Biorąc pod uwagę średni czas trwania postępowania w jednej instancji oraz spodziewaną liczbę rozpraw poprzedzających wydanie wyroku- zagraniczny przedsiębiorca musiałby przynajmniej rozważyć przeprowadzkę lub „drugi dom” w Polsce 🙂

Śledź odpowiedzi dzięki RSS 2.0
  1. Również traktuję ten pomysł jako krok w dobrym kierunku a nie lekarstwo na wszystkie problemy. Na marginesie: w Dzienniku Polskim pojawiła się plotka, że zainteresowanie naszego rządu rozpoczęło się od nieudanego zakupu modnych kozaczków przez żonę Pana Rostowskiego w internetowym sklepie z UK 😉 zawsze musi być jakiś smaczek 🙂

    • Witaj Krzysztof. Czy to mogły być białe kozaczki..? 😉 Nie wiem. Te chyba są już passe’, ale moja znajomość mody damskiej jest słaba 🙂 Trzeba by zapytać znanej pary celebrytów, bywalców londyńskich butików Państwa Marcinkiewicz. Ex polityk, a teraz taki trendy:) A Pani Ministrowej rzeczywiście żal, bo być może musiała się pofatygować na shopping samolotem aż do Londynu…:) Coś mi się wydaje, że z tymi komentarzami niebezpiecznie ciążymy w stronę portali plotkarskich :), ale to przecież w ramach niezbędnej odskoczni od poważnych tematów i nie dla większej liczby wejść na stronę, która nota bene według ostatnich doniesień u Ciebie jest imponująca i której Ci gratuluję, życząc szybkiego zwielokrotnienia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *